To będzie tekst o nieobecności.
Nie o tej wymuszonej przez alienację rodzicielską czy konflikty sądowe.
Nie o ojcach, którym systemowo odebrano kontakt z dzieckiem.
Dzisiaj chcę napisać o innej nieobecności ojcowskiej.
Tej czasem cichej, czasem ostentacyjnie agresywnie karzącej dzieci porzuceniem, które jest wykonaniem zemsty na matce, a w rzeczywistości zadawaniem bólu własnym dzieciom, czasem pozornie „neutralnej” tak z miesiąca na miesiąc i z dnia na dzień w formie oddalania się, a w rzeczywistości za każdym razem głęboko raniącej.
O nieobecności wynikającej z decyzji.
Czasem podjętej świadomie:
„nie chcę, nie dam rady, to za dużo, nie na daję się, nie umiem”.
Czasem z nieświadomie działających schematów budowania więzi lub braku umiejętności w tym zakresie, braku dojrzałości, lęku przed bliskością, nieprzepracowanych historii z własnego dzieciństwa.
Piszę to jako psycholog, ale przede wszystkim z perspektywy mężczyzny.
Mężczyzny, który pracuje z kobietami matkami samodzielnie wychowującymi dzieci, ale też jako ktoś, kto patrzy z troską i niepokojem na chłopców, którzy zostali.
Z ojcem, który „gdzieś jest”, ale nie tu i z matką, która stara się wypełnić obie role czyli wykonać z gruntu zadanie niewykonalne i w swojej bezsilności czasem wie czasem nie zdaje sobie z tego sprawy, że tego jednego braku – nieobecnego ojca – nie da się tak po prostu zasypać.
Chłopcy potrzebują ojców.
Potrzebują mężczyzn.
Potrzebują tego „barowania się” na kanapie lub dywanie: fizycznego kontaktu, ścierania się, wspólnego śmiechu, działania.
Potrzebują ojcowskiego uznania:
„Widzę cię, synu. Jestem z ciebie dumny.”
Potrzebują obecności.
Nie tej od święta, nie tej od alimentów, ale tej codziennej, zmęczonej, prawdziwej.
Obecności, która staje się lustrem, w którym chłopiec może uczyć się rozpoznawać siebie jako przyszłego mężczyznę złożonego z doświadczeń kontaktu z najważniejszym tożsamościowo mężczyzną w swoim życiu – ojcem.
Brak takiej obecności to nie tylko emocjonalna pustka.
To psychologiczna rana.
Rana ojcowska. Pojęcie znane w psychoterapii, opisujące głęboki brak, który zostaje w psychice dziecka, gdy figura ojca jest fizycznie lub emocjonalnie niedostępna.
Taka rana wpływa na wszystko: samoocenę, granice, relacje rówieśnicze, tożsamość płciową, regulację emocji, zdolność do tworzenia dojrzałych więzi w dorosłości.
Badania psychologiczne (m.in. Michael Lamb, Ronald Rohner, Kyle Pruett) potwierdzają, że zaangażowana obecność ojca – jego ciepło, konsekwencja i emocjonalna dostępność – ma wpływ na rozwój poznawczy, emocjonalny i społeczny dziecka.
Chłopcy, którzy doświadczają wsparcia ojców, lepiej radzą sobie z trudnymi emocjami, są bardziej odporni na stres, rzadziej popadają w zachowania ryzykowne.
Jednocześnie ten tekst nie jest tylko o chłopcach.
Jest też o ojcach.
O mężczyznach, którzy nie wiedzą, jak być ojcami, bo sami nie dostali wzorca, bo dorastali w domach, w których ojciec był zimny, przemocowy albonie było go wcale: bo społecznie akceptowany alkohol, przemoc, trauma, wojna pokoleń zniszczyły zdolność do bliskości, bo nikt ich nie nauczył, jak rozmawiać, przytulać, mówić „kocham” bez ironii, nie tylko w formie hasła z kartki na dzień ojca.
I właśnie dlatego ojcowie tak bardzo potrzebują dziś innych mężczyzn.
Potrzebują zdrowej konfrontacji postaw i zachowań.
Potrzebują korekcyjnego doświadczenia bliskości w męskim towarzystwie.
Potrzebują grup dla ojców.
Potrzebują męskich kręgów.
Potrzebują terapii indywidualnej.
Po to, żeby przejść proces, który kiedyś został przerwany, żeby nauczyć się bycia ojcem nawet jeśli samemu nigdy się go nie miało.
Jacek Masłowski, psychoterapeuta i autor książek o współczesnej męskości, pisze o tym otwarcie: wielu mężczyzn w ciele dorosłego nosi wciąż porzuconego chłopca.
Tego, który nie doświadczył ojcowskiego wsparcia, którego emocje były zawstydzane, a potrzeby bagatelizowane. I dopóki ten chłopiec nie zostanie zauważony i uznany, to ojcostwo staje się wyzwaniem nie do uniesienia.
Mam w swoim doświadczeniu pracy terapeutycznej przykłady mężczyzn, którzy po latach nieobecności podejmowali próbę powrotu do relacji.
Czasem z dzieckiem, które dziś ma 30 lat.
Czasem z chłopcem, który ma 5 i nie rozumie, dlaczego tata zniknął.
I wiem, że choć nie da się nadrobić dzieciństwa, to można zrobić coś teraz.
Powiedzieć autentycznie i uczciwie:
„Nie cofnę czasu, ale chcę być. Tyle, ile potrafię.”
Bez żądania wdzięczności.
Bez oczekiwania na gotowość dziecka.
Za to z gotowością, by wziąć odpowiedzialność.
Bo to rodzic odpowiada za relację, nie dziecko.
Dlatego piszę ten tekst również do ojców: tych zagubionych, przestraszonych, obojętnych, zrezygnowanych.
Sprawdźcie, czy możecie podjąć próbę.
Jeśli dzieci są małe, to teraz jest czas.
Jeśli są dorosłe, to może też warto spróbować.
Może nie dla wielkiej zmiany. Może dla jednego listu. Jednej rozmowy. Jednego gestu, bo dzieci nawet te dorosłe noszą gdzieś głęboko w sobie schowaną potrzebę relacji. Nie wszystkie. Niestety, bo czasem ta rana jest tak głęboka, że sposobem jest zobojętnienie, śmierć instynktownej miłości dziecka do rodzica, ale czasem jest to możliwe. Wybudzenie jej z letargu. Uśpienia.
Może warto podjąć próbę?
Jeśli nie wiesz jak zacząć, poszukaj wsparcia.
Są grupy ojców. Są terapeuci. Są książki.
I jest miejsce na próbę.
Dla tych, którzy chcą sięgnąć głębiej, polecam kilka wartościowych książek z rynku polskiego:
Wojciech Eichelberger – „Zdradzony przez ojca” – klasyczna już pozycja o braku ojcowskiej obecności i skutkach dla tożsamości mężczyzny.
Tomasz Kwaśniewski – „Dziennik taty” – subtelny, intymny zapis codzienności ojcostwa. O tym, że ojcostwo to nie ideał, a relacja budowana z dnia na dzień.
Jacek Masłowski – „Czasem czuły, czasem barbarzyńca” – zapis rozmowy o współczesnej męskości i próbach odnalezienia równowagi między siłą a wrażliwością.
Dziś poruszyłem temat relacji ojciec – syn.
Tę szczególną, formującą, często milczącą, ale kluczową dla rozwoju chłopców w budowaniu tożsamości relację, bo opartą o przekaz płci.
O relacji ojciec – córka, równie ważnej, równie głębokiej, niosącej inne konsekwencje i wartość tożsamościową napiszę przy kolejnej okazji.
Dziękuję, jeśli przeczytałeś.
Dziękuję, jeśli pomyślisz.
A jeśli jesteś ojcem dziękuję podwójnie, jeśli spróbujesz.
Zacząć od siebie.


