30 września.
Internety mówią: Dzień Chłopaka.
Pomyślałem, że to dobry pretekst, żeby napisać coś o nas, facetach.
A dokładniej, o tym, co jest dla wielu z nas często trudne: „umienie” w emocje.
O kontakcie z nimi, o odwadze, by je przeżywać i pokazywać światu.
Bo przecież wielu z nas emocje czuje bardzo mocno.
Tylko że często nie potrafimy sobie z nimi poradzić wprost.
Szukamy więc bocznych dróg.
Jednych bardziej błyskotliwych, innych bardziej destrukcyjnych.
A wszystkie mają wspólny mianownik:
niby dają ulgę, ale oddalają nas od bliskości.
Z sobą samym i z innymi.
Pierwszy z takich sposobów to prześmiewanie, ironizowanie, sarkazm.
Przyznaję, to mechanizm, z którym sam byłem przez lata blisko.
Kiedy napięcie, wstyd czy poczucie winy stawały się trudne do uniesienia, wystarczyło rzucić błyskotliwą ironią.
Śmiech rozładowywał napięcie.
I jednocześnie budował mur, bo jeśli wyśmieję coś poważnego, to nikt nie podejdzie za blisko. Ale wtedy nikt też nie podejdzie naprawdę. Humor jest cudowny i potrzebny, ale gdy staje się tarczą, przestaje być mostem.
Drugi sposób to bierna agresja.
Zaciskam zęby, spinam ciało, udaję, że nic się nie dzieje.
A potem cała ta skumulowana energia musi znaleźć ujście i często trafia nie tam, gdzie powinna. Na kogoś słabszego, bezpieczniejszego, niepowiązanego ze źródłem problemu.
Niby „nie krzyczę”, ale ranię.
Kolejny to agresja otwarta w formie przemocy.
To ta, którą kultura u chłopców i mężczyzn długo akceptowała, czasem wręcz nagradzała: „chłopaki się biją, to normalne”, „facet musi pokazać siłę”.
Przybiera różne rodzaje..
Bywa fizyczna: cios, pchnięcie, zniszczenie czegoś.
Bywa emocjonalna: poniżanie, ośmieszanie, ataki ad personam zamiast rozmowy.
Może też być ekonomiczna, kiedy ktoś uzależnia partnerkę, dorosłe dzieci od swoich pieniędzy i kontroli, dając sobie prawo do rozładowywania na nich własnych napięć.
Wszystko to są przykłady nieradzenia sobie z emocjami, bo siła, która rani, to nie jest męskość. To kruchość, przebrana za dominację.
Czwarty sposób to zamrożenie.
To, co dzieje się wtedy, kiedy kiedyś emocje bolały tak bardzo, że ciało nauczyło się nie czuć.
To strategia przetrwania.
Często jedyna możliwa w dzieciństwie czy po traumie.
Ale jeśli zostaje na stałe, staje się więzieniem. Bo chłód, dystans, emocjonalna nieobecność odcina nie tylko ból, ale też radość i bliskość.
A ciało i tak pamięta i dopomina się o swoje.
Piąty, to „izmy” i ucieczki.
Najpierw alkohol, bo w naszej kulturze to wciąż najprostszy regulator emocji, społecznie prawnie akceptowany.
Potem używki, gry, pornografia, seriale na bezdechu.
A także „szlachetny” pracoholizm – niby nagradzany, bo „przecież dowożę, jestem odpowiedzialny, utrzymuję rodzinę”, ale jeśli praca staje się jedynym uzasadnieniem mojej nieobecności, to już nie jest odpowiedzialność. To jest ucieczka.
Wszystkie te mechanizmy: prześmiewanie, bierna i otwarta agresja, zamrożenie, izmy mają jedną wspólną cechę.
Pasują do stereotypu „prawdziwego faceta”: błyskotliwy, twardy, kontrolujący, chłodny, zapracowany, ale to jest obrazek na pokaz.
Pod spodem często kryje się dystans, samotność i lęk.
Dlatego dziś, w Dniu Chłopaka, chciałbym nam facetom życzyć kilku rzeczy.
Żeby humor był dodatkiem, a nie murem.
Żeby agresja – bierna czy otwarta – nie była jedynym językiem naszych napięć.
Żebyśmy nie zamrażali siebie na lata, ale mieli odwagę czuć.
Żebyśmy nie uciekali w izmy, ale byli obecni w domu, w relacjach, w życiu.
Bo dojrzałość nie polega na tym, by nie czuć.
Dojrzałość polega na tym, by czuć i unieść.


