Wczoraj w LUNA kino studyjne w szczególnym gronie Martyna Harland, Andrzej Gryżewski, Sylwia Wojtysiak, Kasia Kucewicz, Michał Moniewski wraz ze społecznością widzów Filmoterapia.pl miałem przyjemność obejrzeć wyjątkowy film, o którym chcę napisać i Wam go polecić.
Zapraszam do lektury.
Norweski film „Miłość” z 2024 roku, nagradzany na ostatnim festiwalu w Wenecji, to dla mnie – obok „Być kochaną” – drugi wyjątkowy film ostatnich dni.
Film o miłości, o bliskości, o intymności i o relacjach, ale także o tym, jak bardzo te pojęcia wymykają się jednoznacznym definicjom.
Tym razem zabieram Was do imersyjnego, symbolicznego, wielowymiarowego Oslo, którego panorama staje się tłem wieloznaczeniowym dla historii, noszącej tytuł „Miłość” z podtytułami: „Sny o miłości”, „Listy o miłości”.
Oslo funkcjonuje tu nie tylko jako przestrzeń geograficzna, lecz jako organizm pulsujący, złożony, różnorodny, oddający rytm bicia serca mieszkańców i ich wewnętrznych światów.
Chcę rozpocząć od warstwy filmowej tego obrazu, ponieważ z perspektywy pracy jako konsultant scenariuszowy i wykładowca na Szkoła Filmowa w Łodzi / PWSFTviT widzę w tym obrazie kompozycyjną i estetyczną precyzję, które warto docenić.
To film, który polecam wszystkim filmowcom i osobom wrażliwym artystycznie ze względu na konstrukcję, rolę zdjęć, kadrów, montażu oraz poruszających się obrazów miasta.
Muzyka staje się tu integralną częścią narracji, buduje koncentrację na detalach, niuansach, wprowadza spokój, a momentami wręcz stan medytacyjny.
Statyka i dynamika kadru, ruch w obrazie, cisza i dźwięk, wszystkie te elementy pracują na rzecz opowieści.
Dla tych, którzy postrzegają świat poprzez zmysł wzroku, kolory, głębię perspektywy wizualnej i strukturę obrazu, wiele kadrów z tego filmu mogłoby stać się inspiracją dla malarzy i fotografów.
Niektóre sceny mogłyby funkcjonować jako autonomiczne dzieła, gotowy materiał na wystawę fotograficzną.
Na poziomie psychologicznym „Miłość” z podtytułami „Sny o miłości” i „Listy o miłości” jest dla mnie opowieścią o dorosłych ludziach, którzy poszukują bliskości, uczą się własnej intymności, balansują pomiędzy doświadczeniami budującymi a rozczarowaniami.
To film o tych, których sensualność, seksualność i wizja relacji podlegają społecznym ocenom, kategoryzacjom i zewnętrznym interpretacjom.
Twórcy świadomie uciekają od jednej definicji miłości.
Zamiast tego serwują historię ludzi konkretnych, zniuansowanych, wielowymiarowych, doświadczających intymności na różne sposoby.
Dlatego to film dla tych widzów, którzy nie potrzebują prostych kategorii, lecz potrafią spojrzeć na relacje jako przestrzeń otwartą, niejednoznaczną, płynną.
Piszę o tym w sposób celowo enigmatyczny, aby nie spoilerować, a raczej zaprosić widza do spotkania z tą narracją, z ciekawością i uważnością.
Dla mnie to także pochwała życzliwości i jakości kontaktu międzyludzkiego.
Kontaktu opartego na rozmowie, wymianie, ciekawości, nieocenianiu.
Film pokazuje, jak ważne jest niedokonywanie projekcji własnych lęków i przekonań na drugą osobę, jak istotne jest bycie w relacji bez ukrytych intencji i uprzedzeń.
W wielu scenach odnajdujemy czułe, intymne, głębokie dialogi, które stają się sednem tej opowieści.
Istotnym wymiarem jest również sposób ukazania seksualności, zarówno heteronormatywnej, jak i nieheteronormatywnej jako naturalnej części złożoności ludzkiej natury.
Jeśli szukacie filmów podejmujących temat sensualności w sposób uważny, czuły i delikatny, „Miłość” będzie być może ważnym doświadczeniem dla Was.
To także rzadko spotykana w kinie fabularnym perspektywa na zdrowie mężczyzn: naszą emocjonalność, wrażliwość, mechanizmy radzenia sobie z kryzysem zdrowotnym, potrzebę zachowania twarzy, opór wobec słabości, a jednocześnie nieuświadomioną tęsknotę za byciem widzianym i zaopiekowanym.
Film porusza również temat zdrowia w kontekście relacji homoseksualnych, ukazując go z empatią i subtelnością.
Dla odbiorców, którzy traktują kino jako język symboli, alegorii i wielowarstwowych znaczeń „Miłość” oferuje bogactwo interpretacyjne.
Miasto jako organizm, symbolika ziemi, znaczenia kulturowe zaklęte w architekturze, przestrzeni i rytuałach – to wszystko buduje narrację, która daleka jest od dosłowności.
To film studyjny, artystyczny, medytacyjny, wymagający uważności i otwartości od widza.
Dla mnie jedno z tych doświadczeń filmowych, które pozostają jeszcze na długo po wyjściu z sali kinowej.
Na pewno poszukam sobie ścieżki dźwiękowej jako inspiracji do dalszych muzycznych poszukiwań.
Dziękuję też Aurora Films za jakże trafny wybór dystrybucyjny.
Zapraszam do kina.
Z ciekawością.
Z wrażliwością.
Z gotowością na odbiór zniuansowanego świata relacji.


