Lubię przyglądać się słowom

Lubię przyglądać się słowom.

Szczególnie tym, które coś dla mnie znaczą.

Słowom, które nie tylko opisują świat, ale też go tworzą.

Dziś na tapet biorę słowo „przyjaźń” i zapraszam do wspólnej podróży w świat fantazji na temat jego znaczeń.

W języku polskim to słowo składa się z dwóch części:

„przy” czyli blisko, w obecności, obok i „jaźń” czyli świadomość, tożsamość, byt.

Przyjaźń to więc dla mnie: bycie przy cudzej jaźni.

Towarzyszenie komuś w jego istnieniu.

Nie w jego wersji dopasowanej do naszych oczekiwań, ale w jego byciu prawdziwym czasem chaotycznym, czasem trudnym, zawsze unikalnym.

To trochę językowe fantazjowanie, jasne, ale właśnie takie znaczenia symboliczne, emocjonalne bywają najbliższe temu, co czuję, myśląc o prawdziwej, głębokiej więzi przyjacielskiej.

Dlatego, że przyjaźń to nie tylko wspólne wartości czy poglądy.

To nie tylko „chemia” albo historia wspólnych przeżyć.

To umiejętność towarzyszenia drugiemu człowiekowi nawet wtedy, gdy dokonuje wyborów, których sami byśmy nie podjęli.

Gdy jego decyzje nas dziwią, czasem nawet niepokoją czy wręcz złoszczą.

W gabinecie i podczas warsztatów słyszę wiele opowieści o „przyjaźniach”, które się skończyły. Również w swoim osobistym życiu mam doświadczenia relacji, które umarły.

Czasem nagle, czasem powoli gasły.

Bo jedna strona uznała, że wie lepiej.

Bo zamiast towarzyszyć zaczęła oceniać.

Bo zamiast słuchać zaczęła radzić nieproszona.

Bo zamiast być przy zaczęła wymagać, karać chłodem, dystansem, wycofaniem, wykluczeniem z grupy.

A przecież jak pokazują również badania (m.in. Demir & Davidson, 2013) – to, co buduje głęboką przyjaźń, to:

  • wzajemna akceptacja i brak oceny,
  • autentyczność i bezpieczeństwo bycia sobą,
  • wzajemne słuchanie i obecność bez konieczności zmieniania drugiej osoby oraz gotowość do szczerości, ale nie nachalnej, tylko tej, na którą druga strona jest gotowa.

To trochę jak psychologiczna umowa:

będę przy Tobie, ale nie za Ciebie.

Nie muszę rozumieć wszystkiego, żeby Cię akceptować.

I nie potrzebuję, żebyś był taki jak ja, żeby Cię szanować.

To rzadkie. I cenne.

Gdy w świecie pełnym ocen, podpowiedzi, szybkich odpowiedzi, filtrów i projekcji przyjaźń bezwarunkowa staje się przestrzenią na oddech.

Na bycie sobą.

I na wzrost nie przez korektę drugiego, ale przez bycie z nim w jego drodze.

To ogromne szczęście mieć taką osobę.

I ogromna odpowiedzialność być taką osobą dla kogoś.

Przy – jaźń.

Być blisko czyjejś jaźni.

Nie po to, by ją zmieniać.

Tylko po to, by jej towarzyszyć.

Przewijanie do góry