„Chciałbym, żeby było lepiej.
Chcę więcej.
Czekam na coś większego.
To jeszcze nie to.”
Te zdania słyszę często.
I coraz częściej mam wrażenie, że nie mamy problemu z brakiem możliwości.
Mamy problem z ich nadmiarem.
Bo kto ma oczekiwania ten ma też często rozczarowania.
Nie dlatego, że oczekiwania są złe, ale dlatego, że bywają mylone z chciejstwem.
A chciejstwo bywa nienasycone.
W ostatnich latach w psychologii coraz wyraźniej rozróżnia się realne potrzeby od pragnień napędzanych konsumpcyjną narracją.
Potrzeby to to, bez czego psychicznie i fizycznie nie funkcjonujemy dobrze: relacje, bezpieczeństwo, sens, wpływ, przynależność.
Chciejstwo natomiast często wynika z porównań, kulturowego FOMO, przymusu „więcej i lepiej” oraz wewnętrznego przekonania, że czegoś nam wciąż brakuje.
Badania Self Determination Theory (Deci & Ryan, 2000) jasno pokazują, że psychologiczny dobrostan budują zaspokojone trzy potrzeby: autonomia, kompetencja i relacje z innymi.
Tymczasem pogoń za chciejstwem: sukcesem, statusem, osiągnięciem jeśli nie idzie w parze z relacyjnością i poczuciem sensu, nie przekłada się na wzrost satysfakcji z życia (Kasser & Ryan, 2001).
W praktyce terapeutycznej widać to aż nadto. Przychodzą osoby zmęczone nie brakiem, ale przesytem.
Zanurzone w mnogości wyborów, ambicji i oczekiwań, które rozciągają ich wewnętrzne „Ja” do granic wytrzymałości.
Słyszę wtedy pytania:
„Czy dobrze wybrałem?”,
„Czy to jest ta osoba?”,
„Czy nie tracę właśnie lepszej wersji życia, której nie wybrałem?”
To nie jest neurotyczne wybrzydzanie.
To efekt przeciążenia kulturą, która mówi:
możesz mieć wszystko, tylko wybierz dobrze.
Barry Schwartz w książce „Paradoks wyboru” pokazuje, że więcej opcji nie zawsze oznacza więcej wolności.
Czasem oznacza więcej stresu i więcej żalu.
Zjawisko „counterfactual thinking” czyli analizowania „co by było, gdybym…” sprawia, że nawet jeśli wybieramy dobrze, to satysfakcja spada, bo jesteśmy świadomi, że coś innego przegapiliśmy.
W relacjach to działa podobnie.
Zamiast wchodzić w związek z otwartością i ciekawością, że poznamy drugą osobę, wielu wchodzi z listą oczekiwań:
„Żeby była piękna, ale naturalna. Inteligentna, ale nie zadzierająca nosa. Ciepła, ale samodzielna.”
„Żeby był zaradny, męski, zdecydowany, ale jednocześnie uważny, czuły i dostępny emocjonalnie.”
To jakby ktoś chciał kupić jedno auto, które będzie jednocześnie SUV-em, kabrioletem, elektrykiem i terenówką.
Można chcieć tylko trudno zbudować wtedy więź z tym, co realne: z człowiekiem z krwi i kości, nie z katalogu.
W rozmowach z pacjentami często wraca temat niepokoju, który rodzi się nie z braku, ale z nadmiaru:
„A co jeśli przegapiam coś lepszego?”
„A co jeśli powinienem był wybrać inaczej?”
„A co jeśli TO nie jest TO?”
Tymczasem badania pokazują, że poczucie szczęścia nie zależy od tego, czy mamy wszystko, co chcemy, ale czy jesteśmy obecni w tym, co mamy.
Badania Fredrickson (2001) nad pozytywnymi emocjami ipokazują, że wdzięczność i uważność rozwijają nasz dobrostan bardziej niż pogoń za idealną wersją życia.
Badania Lyubomirsky i współpracowników (2005) sugerują, że aż 40% subiektywnego szczęścia zależy od aktywnych postaw czyli tego, co robimy z naszym życiem, a nie ile mamy.
Widzę dziś wielu młodych dorosłych i trzydziestolatków, którzy nie mają trudności z osiągnięciem rzeczy materialnych, ale mają trudność z wyborem i zobowiązaniem.
Nie dlatego, że nie chcą się zaangażować ,ale dlatego, że z każdą decyzją czują stratę.
I to też jest część dorosłości:
przyjąć, że wybór jednej rzeczy to rezygnacja z innych, ale ta rezygnacja może być wyrazem sensu, nie porażką.
Nie chcę romantyzować skromności czy zachęcać do „zadowalania się byle czym”.
Chodzi o pytanie:
Czy naprawdę potrzebuję więcej, czy tylko myślę, że powinienem?
Być może, jak pisał Thoreau:
„Ludzie stają się bogatsi nie wtedy, gdy mają więcej, ale gdy potrzebują mniej.”
Może dobre życie to nie to, w którym wszystko się spełnia, ale to, które umiemy przeżyć w zgodzie z realnymi potrzebami.
Z czułością dla ograniczeń.
Z odwagą do prostoty.
Z gotowością na spotkanie z tym, co naprawdę ważne, a nie tylko bardziej błyszczące.


