Długo szukałem tej książki.
Okazuje się, że nie jest już dostępna w Polsce dystrybucji wydawniczej.
Na aukcjach bije rekordy cenowe.
Na szczęście mamy w Łodzi fantastyczne biblioteki, takie jak Biblioteka Wolność.
Musiałem miesiąc odczekać w kolejce, żeby ją dostać.
Idąc tropem Szczepana Twardocha, który odnosi się do niej w swojej powieści „Null”, zabrałem się za lekturę książki, żeby jeszcze lepiej wniknąć w postsowiecką, postradziecką, homosovieticusową psychikę współczesnego Rosjanina.
Pomimo tego, że książka traktuje o obozach z początku XX wieku, to jednak jest też podglebiem psychologicznym dla rozumienia tego, co kształtuje rosyjskiego ducha albo co go łamie.
Warto przeczytać po to, żeby być bardziej uwrażliwionym na rozumienie kontekstu współczesności i tego, z czym się mierzymy aktualnie, a co w rosyjskiej mentalności jest trwałe od stuleci.
Również po to, aby na swój sposób być lepiej przygotowanym psychicznie i emocjonalnie na różne scenariusze rzeczywistości, która nas otacza.
„Klasztor” Prilepina nie jest łatwą lekturą.
To powieść, która nie daje się czytać obojętnie, bo wciąga, osacza, przygniata.
W świecie, gdzie klasztorne mury zamieniają się w fundament Gułagu, spotykają się wszystkie ludzkie słabości i strategie przetrwania.
Zderza się tam cynizm i idealizm, małość i heroizm, bestialstwo i odrobina czułości.
Psychologicznie to studium sytuacji granicznych, w których człowiek z jednej strony jest zmuszony do całkowitej podległości, a z drugiej wciąż szuka mikroskopijnych przestrzeni wolności w gestach, spojrzeniach, w ironicznym uśmiechu albo w tym, że choć przez chwilę może poczuć się człowiekiem.
Czytając tę powieść dzisiaj trudno mi nie myśleć o Ukrainie, o tym, co widzimy w wiadomościach i o tym, co niestety może się jeszcze wydarzyć.
„Klasztor” jest nie tylko opowieścią o Sołowkach.
To jest także opowieść o mechanizmie, w którym przemoc staje się naturalnym językiem państwa, a cierpienie i upokorzenie walutą codzienności.
Z perspektywy psychologa lektura Prilepina staje się dla mnie ćwiczeniem w rozpoznawaniu psychologicznych zaczynów współczesnego autorytaryzmu.
Widać w książce, jak powstaje mentalność homosovieticusa, o której w swoich książkach pisze od dekad noblistka Swietłana Aleksiejewicz, a w opowiadaniach Dimitr Głuchowski – człowieka, który przez lata uczy się, że życie to gra o przetrwanie, a wolność to luksus, na który rzadko kogo stać.
Widać w niej jak głęboko w psychice zakorzenia się doświadczenie przemocy, jak normalizuje się hierarchia, jak internalizuje się poczucie, że „tak musi być”, że nie ma się na nic wpływu i trzeba się dostosować, do tego co jest.
Dlatego warto czytać „Klasztor” nie tylko jako powieść historyczną. To jest także lustro, w którym odbija się współczesna Rosja i jej sposób myślenia o świecie.
Lustro, które nam Europejczykom przypomina, że zagrożenie nie bierze się znikąd.
Ono wyrasta z określonej kultury psychologicznej, z określonego wzoru socjalizacji, z określonego doświadczenia zbiorowego.
I dlatego, choć książka ta powstała z doświadczeń sprzed stu lat, dla mnie jest też formą przygotowania mentalnego i emocjonalnego na to, by lepiej rozumieć, z czym dziś się mierzymy, bo bez rozumienia psychologii „drugiej strony” łatwo wpaść w naiwność.
A dojrzałość zarówno jednostkowa, jak i społeczna zaczyna się od zdolności zobaczenia tego, co trudne i bolesne, zanim jeszcze zapuka do naszych drzwi.
Polecam.


