Dom dobry – recenzja psychologiczna

Idźcie do kina, ludzie, na „Dom dobry”.

Opuśćcie na chwilę swój dom dobry i idźcie do kina, by zobaczyć film, który jest potrzebny.

Niezależnie od pewnych źródeł niepokoju, o których zaraz, to trzeba powiedzieć jasno:

dobrze, że Wojciech Smarzowski podjął temat tabu, jakim jest przemoc domowa za zamkniętymi drzwiami instytucji rodziny.

Przez lata mówiono, że „skoro rodzina jest cała”, „ojciec dowozi pieniądze”, to „nic się nie dzieje” i wszystko jest w porządku.

Nie jest. I ten film to pokazuje.

Czego dotyczy mój niepokój, nie niedosyt, lecz właśnie niepokój?

Pierwszy dotyczy kobiet, które doświadczają wyrafinowanych, wysublimowanych form przemocy: psychicznej, emocjonalnej, ekonomicznej, seksualnej, prawnej.

Dla nich tak brutalnie narysowany obraz przemocy, pokazany grubą kreską i w sposób ordynarny, może stać się paradoksalnie usprawiedliwieniem.

Mogą pomyśleć: „u mnie nie jest tak źle”.

Mogą uznać, że skoro nie ma siniaków, to nie ma przemocy.

A wtedy film, który miał otwierać oczy, może nieświadomie obniżyć gotowość do działania, zracjonalizować sytuację i oddalić decyzję o rozpoczęciu pracy nad wyjściem z uwikłania.

Drugi niepokój jest innego rodzaju.

To lęk o te kobiety, które powinny pójść na ten film, a właśnie na niego nie pójdą, bo zadziała wyparcie, zaprzeczenie czyli nieświadomy mechanizm obronny, który powie: „to nie o mnie”, a konfrontacja z artystycznym obrazem własnego życia mogłaby być zbyt bolesna, zbyt realna, zbyt bliska.

Wiem w efekcie pracy z kobietami doświadczacymi przemocy, jak często to właśnie ta pierwsza konfrontacja, urealniająca, nie do końca jeszcze nazwana jest początkiem zmiany, jeśli oczywiście towarzyszy jej wsparcie, które jest konieczne, aby film nie był iwyzwalaczem ponownej traumy.

Tym razem na ekranie.

Nie ma tu też głęboko narysowanego gaslightingu – tej subtelnej przemocy emocjonalnej, w której sprawca odwraca rzeczywistość, wzbudzając w ofierze poczucie winy i wątpliwość, czy to, co czuje, w ogóle się wydarzyło.

Nie ma subtelnych form szantażu emocjonalnego, groźby utraty miłości, zastraszania i wtłaczania w poczucie winy.

Nie ma wreszcie przemocy prawnej czyli sposobów jakie sprawcy wykorzystują systemowo, aby kontrolować, zniechęcać, nękać.

Zabrakło mi również głębszego psychologicznego podprowadzenia bohaterów Grzegorza i Małgorzaty.

W pierwszym akcie Smarzowski jedynie sygnalizuje ich tło: Małgorzata jako dorosłe dziecko alkoholiczki (DDA), Grzegorz jako dorosłe dziecko z domu przemocowego (DDD).

To bardzo ważne konteksty, bo przemoc w dorosłych relacjach nie bierze się znikąd.

Jest echem dawnych więzi, powtórzeniem schematów, nieświadomą próbą „naprawienia” przeszłości.

Jedocześnie niech to wybrzmi to, że to ważne, że film powstał, ponieważ, po raz pierwszy tak szeroko pokazuje, że przemoc może mieszkać za ścianą, że może być codziennością ludzi, których mijamy w pracy, w sklepie, na klatce schodowej i że milczenie, które ją otacza, jest współudziałem.

Żeby zachować równowagę pomiędzy niepokojem, a uznaniem dla twórców, to chcę podkreślić, co w filmie Smarzowskiego jest dla mnie naprawdę wartościowe.

To sposób, w jaki pokazuje dysocjację czyli odcięcie od siebie, od własnego ciała, od emocji.

Bohaterka patrzy na swoje życie z dystansu, jakby z zewnątrz.

Widzimy chaos, pomieszanie czasu, rozszczepienie pomiędzy tym, co realne, a tym, co jest fantazją.

I to jest bardzo trafne psychologicznie.

Smarzowski pokazuje to, co dzieje się w umyśle osoby doświadczającej przemocy:

zniekształcenia poznawcze, zawieszenie pomiędzy światem wewnętrznym a zewnętrznym, utrata poczucia czasu, doświadczenie obserwatorki własnej rzeczywistości.

W tym sensie film doskonale oddaje psychologiczną prawdę o stanie ofiary przemocy.

Nie jest to oczywiście film łatwy.

Nie jest też film dla wszystkich.

Dlatego chcę jasno powiedzieć: trigger warning!!!

Jeśli masz za sobą trudne, traumatyczne doświadczenia, jeśli jesteś wrażliwa/y na tematy przemocy, jeśli wiesz, że Twój układ nerwowy reaguje silnie na obrazy agresji i cierpienia, to nie idź na ten film.

To w porządku.

On może nie być dla Ciebie.

A wszystkim pozostałym powiem:

Wyjdźcie ze swoich domów dobrych i idźcie do kina na „Dom dobry”.

Zróbcie to po to, by zobaczyć, co w Was porusza, co niepokoi, co budzi złość czy lęk.

Po to, by eksperymentować ze swoją wrażliwością i uczyć się rozpoznawać jak mówi sam Smarzowski w wywiadach:

„gdzie kończy się konflikt, a zaczyna przemoc”.

Może ten film stanie się dla kogoś lustrem do wyczyszczenia, nawet jeśli odbicie w nim jest skrajnie niewygodne i zanurzone w emocjonalnym brudzie?

Przewijanie do góry