Czy mamy w Polsce kulturę negocjacji?

Czy mamy w Polsce kulturę negocjacji?

A może właśnie jej nie mamy?

Dziś, 1 sierpnia.

W 81 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego trudno nie zacząć od tej symbolicznej daty.

To był wielki zryw, krzyk o godność, autonomię i samostanowienie.

Akt odwagi, desperacji i głębokiej potrzeby podmiotowości, który wydarzył się w samym środku wojennej pożogi.

Po raz kolejny historia postawiła nas wtedy w potrzasku: między dwiema wrogimi siłami, ze wschodu i z zachodu.

I właśnie dziś, w dniu tej konkretnej rocznicy prowadzę kolejną edycję warsztatów negocjacyjnych myśląc o tym, jak nasza historia wpływa na to, czy i na ile mamy w Polsce kulturę negocjacji.

Dlatego, że negocjacje to nie tylko techniki i taktyki.

To również rezultat pokoleń doświadczeń, mentalności i wartości.

A tych jako społeczeństwo przez wiele dekad i wieków nie mieliśmy okazji rozwijać w warunkach stabilności i podmiotowości.

Z tego powodu stawiam dziś być może kontrowersyjną tezę:

W Polsce nie umiemy negocjować. A

właściwie nie mamy ugruntowanej kultury negocjacyjnej.

To nie zarzut, lecz diagnoza.

Oparta na obserwacjach, badaniach i własnym doświadczeniu z ponad 20 lat pracy w roli psychologa, trenera i facylitatora procesów negocjacyjnych.

Dlaczego ta teza może być prawdziwa?

Przez stulecia naszej historii nie mieliśmy szeroko rozumianej własności prywatnej w skali całego społeczeństwa, a tym samym nie mieliśmy zasobów, którymi można by było zarządzać, wymieniać się i prowadzić grę interesów.

A to właśnie własność, wpływ i autonomia są fundamentem dla rozwoju kultury negocjacyjnej rozumianej nie tylko jako umiejętność targowania się, lecz przede wszystkim jako sposób istnienia w relacji: z innymi, z sobą, ze światem.

Popatrzmy na historię:

  • Ostatnie 36 lat, po transformacji ustrojowej, to pierwszy dłuższy okres, w którym szerokie grupy społeczne mogą w miarę swobodnie rozwijać kapitał i przedsiębiorczość.
  • Wcześniej PRL – kolektywizm, stygmatyzacja i penalizacja własności, petencki model relacji.
  • II wojna światowa – walec przemocy, który przetrzebił klasy średnie, elitę i potencjalnych nosicieli etosu negocjacyjnego.
  • II RP – dynamiczna, ale zbyt krótka i zbyt klasowo ograniczona, by przekazać trwały model negocjacyjny.
  • I wojna światowa, rozbiory, zabory, pańszczyzna – kolejne stulecia braku wpływu i zależności od władzy hierarchicznej.

W efekcie, jako społeczeństwo, mieliśmy może trzy okresy, w których mogliśmy rozwijać kulturę wymiany, współpracy i negocjacji: czas Jagiellonów, dwudziestolecie międzywojenne i okres po 1989 roku.

To może być za krótko i za mało, by zbudować pokoleniowy przekaz.

Tymczasem inne kultury mimo własnych traum miały znacznie więcej czasu i warunków, by rozwijać mentalność negocjacyjną:

  • Kultura anglosaska – rozwój własności, liberalny kapitalizm, podmiotowość w relacji.
  • Kultura śródziemnomorska – styl ekspansywny, negocjowanie z pozycji siły, przewagi, protekcji.
  • Kultura azjatycka – styl oparty na rytuale, blefie, precedencji, ochronie twarzy, grze symboli.

Oczywiście to syntetyczne uproszczenie na potrzeb formuły tego teksu, a wymagałoby zniuansowania i rozszerzenia o inne kultury. Jednak z grubsza na najogólniejszym poziomie oddaje fundamentalne korzenie negocjacyjne w skali globalnej.

I gdzie w tym wszystkim jest Polska?

Po jednej stronie: kultury zbudowane na stuleciach treningu społecznej wymiany.

Po drugiej stronie: kraj, który przez wieki walczył o przetrwanie.

Nie ćwiczyliśmy negocjacji, ćwiczyliśmy egzystencjalny survival.

O tym pisze m.in. prof. Michał Bilewicz w książce „Traumaland”, analizując wpływ doświadczeń historycznych na komunikację, tożsamość i relacje społeczne.

Pokazuje, jak brak zaufania, podmiotowości i wielopokoleniowej ciągłości wpływa na nasze relacje, także zawodowe.

To potwierdzają też inne źródła:

  • Geert Hofstede: Polska cechuje się wysokim unikiem niepewności i dużym dystansem do władzy. To czynniki osłabiające gotowość do otwartych negocjacji (Culture’s Consequences, 2001).
  • Janusz Czapiński: Niski poziom zaufania społecznego i kapitału relacyjnego (Diagnoza Społeczna).
  • Richard Nisbett: Styl myślenia i analizy konfliktów zależy od kontekstu kulturowego (The Geography of Thought).
  • William Ury i Roger Fisher: negocjacje wymagają oddzielenia ludzi od problemu: coś, co w kulturach traumy i personalizacji sporu jest szczególnie trudne (Getting to Yes).

Widzę to każdego dnia:

W rozmowach, w których jedna strona czuje się petentem, a druga partnerem.

W zespołach, które nie potrafią konstruktywnie rozmawiać o interesach.

W związkach, gdzie spór oznacza ranę, a nie możliwość zmiany.

I dlatego nie możemy udawać, że negocjacje to wyłącznie sztuka dialogu.

Negocjacje mogą mieć różne oblicza.

W zależności od kultury, historii i doświadczeń: mogą być: zimną kalkulacją, subtelną manipulacją, grą dominacji lub rytuałem budowania mostów.

Nie chodzi o to, żeby unikać tych form.

Chodzi o to, byśmy potrafili się w nich poruszać.

Żebyśmy nie byli więźniami sztywnych reakcji, tylko świadomie wybierali styl działania adekwatny do sytuacji i celu.

Dlatego potrzebujemy rozwijać:

Retorykę: umiejętność jasnego, argumentacyjnego mówienia o swoich racjach.

Erystykę: zdolność do prowadzenia sporu bez eskalacji i obrazy.

Rezyliencję emocjonalną: zdolność do niepersonalizowania konfliktu, do prowadzenia rozmowy mimo napięcia.

Negocjacje są jak języki obce.

Jeśli nie wynosimy ich z domu, możemy się ich nauczyć.

Możemy zacząć teraz. Świadomie, cierpliwie, systemowo.

A Ty jak widzisz tę tezę?

Czy dostrzegasz brak kultury negocjacyjnej w swojej pracy, w relacjach, w organizacji?

Czy uczymy się negocjować, czy raczej przetrwać?

Zachęcam do refleksji. I do rozmowy, bo to właśnie rozmowa jest początkiem zmiany.

I dlatego, wracając do tego, od czego rozpocząłem.

Do 81 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego.

Życzę sobie, żeby w skali całego społeczeństwa to już nie zrywy, mające na celu zawalczenie o egzystencjalną autonomię i byt, były naszą formą działania.

Chcę, żeby naszym problemem rozwojowym stało się raczej budowanie zasobów: intelektualnych, społecznych, emocjonalnych, ekonomicznych.

Żebyśmy uczyli się już nie odporności na siłę stali i ognia, lecz siły relacji, argumentu, kompromisu.

Żeby przestrzenią sporu była wymiana interesów, a nie walka o przetrwanie.

Tego chcę życzył jako psycholog, jako obywatel, ale też jako wnuk i prawnuk, który zna w swojej rodzinie historię przesiedleń, repatriacji z Kresów do centralnej, robotniczej Polski, który zna z przekazów rodzinnych historie wojenne jako traumatyzujące doświadczenia, które zatrzymują rozwój i wzrost, a tym samym widzi, jak głęboko losy pokoleń zapisują się w naszej codzienności.

Dlatego tym bardziej szanując symbole, nie chcę żyć tylko nimi.

Chciałbym, żeby naszym symbolem była codzienna praca u podstaw.

Nie nowy zryw. Nie kolejne powstanie.

Tylko relacje, kapitał, świadomość.

To nie mniej, to może właśnie więcej

Z szacunkiem dla symboli z przeszłości.

Z szacunkiem dla tworzenia przyszłości.

Czy mamy w Polsce kulturę negocjacji?

Przewijanie do góry