Tuż po lekturze wywiadu z byłym, wybitnym bramkarzem naszej reprezentacji w piłce nożnej Arturem Borucem trudno mi przejść obojętnie obok tego, co powiedział o życiu „po życiu”.
O momencie, w którym milkną stadiony, gasną światła, a człowiek schodzi ze sceny, zostając sam ze sobą.
Boruc – symbol siły, instynktu zwycięzcy, niejednokrotnie ostatnia linia obrony narodowych emocji mówi dziś otwarcie o depresji.
O czasie, w którym brak kierunku, brak celu i brak pomysłu na siebie zaczął wypełniać codzienność równie intensywnie, jak wcześniej treningi i mecze.
Mówi o próbie uciszenia emocji, odcinania się od tego, co bolało, o poszukiwaniu ratunku w rozproszeniach i o tym, jak bardzo ten mechanizm prowadzi nie ku sile, lecz ku rozpadowi.
To niezwykle ważne świadectwo, ponieważ jeśli ktoś, kto przez lata budował wizerunek twardości, odporności i nieustępliwości, potrafi dziś powiedzieć:
„Tak, potrzebowałem pomocy” to pokazuje innym mężczyznom, że nie trzeba dźwigać wszystkiego w milczeniu.
W świecie męskiego sportu, ale też w świecie firm, organizacji, struktur, w których liczy się wynik, hierarchia i dowożenie emocje rzadko mają prawo dojść do głosu.
Tam cierpienie zwykle się zaciska pięścią, zagryza zęby i udaje, że go nie ma.
A przecież sport jest równie korporacją, co pasją: funkcjonuje w systemie, który nagradza twardość i karze za pęknięcia.
Dlatego ta rozmowa jest tak cenna, bo pokazuje, że pęknięcie nie musi oznaczać końca, że słabość nie unieważnia wszystkiego, co było siłą.
To już dwa takie głosy w krótkim czasie: Ronaldo Araújo, kapitan Barcelony, który zatrzymał karierę, aby zadbać o psychikę oraz Artur Boruc, który mówi o tym, co spotkało go, gdy zgasł stadionowy zgiełk.
Obaj pokazują nam, że męskość nie wyraża się w milczeniu, lecz w odwadze przyznania:
„Też czuję. Też potrzebuję pomocy.”
Polecam lekturę tego wywiadu nie tylko fanom futbolu.
Polecam każdemu mężczyźnie, który nauczył się nie prosić, nie mówić, nie odsłaniać.
I zostawiam kilka myśli, na które warto zwrócić uwagę, gdy próbujemy „radzić sobie” w samotności:
Rutyna, cel, kierunek nie jako presja, lecz jako osadzenie w codzienności.
Rozmowa z kimś, kto potrafi słuchać. Nie z ekranu, nie z butelki alkoholu.
Emocje nie są wrogiem, tto sygnały, że jesteśmy żywi.
Pomoc jest odwagą, nie rezygnacją.
Poczucie wartości nie może opierać się wyłącznie na roli, jaką pełnimy dla kibiców, firmy czy świata.
Ta opowieść jest ważna.
Tym ważniejsza, im więcej silnych mężczyzn nauczy się mówić nie tylko o sukcesach, ale i o chwilach, gdy upadają na kolana i nie wiedzą, jak wstać.
Dlatego, że męskość nie kończy się na murawie czy świecącym na zielono Excelu.
Zaczyna się tam, gdzie człowiek zostaje sam z własnym sercem i zamiast je uciszać, postanowić je w końcu usłyszeć.
https://share.google/3UmcOM8Lhaj6QEOQG
Fot. Sport Onet


