Krychowiak – film dokumentalny

Jeśli bliskie jest Wam przełamywanie czarno – białych stereotypów, wizerunków i klisz, które zwykliśmy postrzegać jednowymiarowo, to już jesteście blisko tego, o czym chcę dziś opowiedzieć.

Gdy słyszymy „piłkarz”, wielu z nas ma przed oczami ten sam automatyczny skrót myślowy: człowiek od treningu, regeneracji, diety i być może konsoli w przerwach między jednym a drugim meczem.

Nie ma w tym złośliwości, a raczej jest to efekt tego, że specyfika sportu zawodowego wymaga totalnej koncentracji: ciało i umysł podporządkowane są jednemu celowi, a wszystko, co wykracza poza rutynę przygotowania fizycznego i psychicznego, często musi zejść na drugi plan, jeśli chce się dotrzeć na szczyt i utrzymać na nim dłużej, niż moment.

I dlatego właśnie od takiego stereotypu chcę zacząć, polecając miniserial dokumentalny „Krychowiak: krok od szczytu” od Papaya Films na platformie Showtime.

Tym bardziej, że ta produkcja tylko potwierdza moje przeczucie dotyczące postaci Grzegorza Krychowiaka: jednego z tych sportowych rzemieślników, dla których życie, nawet na najwyższym poziomie, nie kończy się na boisku.

Krychowiak w tym serialu nie jest sprowadzony do schematu „piłkarza – maszyny”.
Wręcz przeciwnie: to opowieść o kimś, kto się rozgląda, a nie tylko biegnie, to patrzy szeroko w horyzont, a nie tylko tunelowo widzi to, co przed sobą, kto pielęgnuje relacje i ciekawość świata i nie pozwala, by codzienność treningowa wyssała z niego potrzebę życia poza zawodem.
Dlatego ten serial warto zobaczyć nie tylko dla piłki, a może nawet nie przede wszystkim dla piłki.

To opowieść o rodzinie.
O tym, jak bardzo potrzebujemy ludzi, na których możemy się wesprzeć wtedy, kiedy zaciskamy zęby i mierzymy się z własnymi ambicjami.
To opowieść o związku, o męskiej i braterskiej jednocześnie przyjaźni, rzadko pokazywanej w taki sposób, o pasjach i o tym, jak ważne jest, aby życie nie stało się jedynie wykonaną perfekcyjnie procedurą zawodniczą.
O tym, że jeżeli nie otworzysz się na inne doświadczenia, jeśli nie będziesz umiał nazwać swoich emocji i wypowiedzieć ich komuś, kto naprawdę jest dla ciebie ważny, to nawet największy sukces może okazać się pusty.

I jest w tym serialu jedna scena, która w moim odczuciu zasługuje na osobne wyróżnienie.
Podróż przez mongolskie bezkresy, ognisko rozpalone na stepie, noc, cisza… i rozmowa ojca z synem. Grzegorz Krychowiak i jego tata.
Rozmowa o życiu, o ich relacji.
Intymna, mądra, pięknie sfotografowana.
Dla mnie jedna z tych scen, w których widać, że emocje są tym, co spina nasze życie w całość.
Są jak nić łącząca miejsce, z którego startujemy, z miejscem, do którego chcemy dotrzeć.
Gdy sukces, każda forma ludzkiego „szczytu”, jest drogą, która ma sens tylko wtedy, gdy nie idziesz nią samotnie.
A to właśnie jest esencją tego miniserialu: pokazać człowieka, który potrafi zatrzymać się i zobaczyć innych.
Człowieka, który nie ucieka od emocji, ale je dopuszcza.
Człowieka, który łączy determinację z uznaniem tego, że jest człowiekiem i chce doświadczać życia poza pracą.

I tu dochodzimy do jeszcze jednego elementu, którego nie chcę pominąć: formuły samej produkcji.
Jej styl i koncepcja także przełamują schematy dotyczące tego, w jaki sposób można opowiadać historię sportowca.
To nie jest pomnik, nie jest pean, nie jest narracja „od zera do bohatera”, nie jest też klasyczny dokument motywacyjny.
To portret człowieka widzianego z zupełnie innej perspektywy, niż ta, którą znamy z wywiadów, konferencji i boiskowej codzienności.

„Krychowiak: krok od szczytu”
Polecam nie tylko fankom i fanom piłki

Przewijanie do góry