Wczoraj w symbolicznym dniu świętowania macierzyństwa myślałem sobie o Was – Mamach i o różnych wymiarach macierzyństwa, bo znam kilka matek z bliska.
Jedna próbowała mnie wychować jak umiała 🙂
Z jedną żyję pod jednym dachem i jestem wdzięczny za to jaka jest, pomimo tego, że macierzyństwo to blaski i cienie (trzymam kciuki, Kochanie).
A inne przychodzą do mnie do gabinetu i czasem pytają:
„Czy ja się nadaję?”
Tak. Jeśli zadajesz to pytanie, to już jesteś w połowie drogi, bo wątpliwości to wrażliwość i chęć zrobienia możliwie co się da dobrze.
W psychologii jest pojęcie, które im dłużej żyję i więcej znam matek, tym bardziej rozumiem i czuję:
„wystarczająco dobra matka” (dzięki, Winnicott).
Nie idealna, nie encyklopedyczna, tylko taka, która czasem mówi „nie wiem”, czasem pomyli pojemnik na zupę z pojemnikiem na kredki, czasem mówi „dajcie mi święty spokój” a chwilę później tuli najmocniej na świecie.
To kobieta, która nie wychowuje trofeum, tylko prawdziwego człowieka – z emocjami, porażkami i prawem do błędów.
Znajdziesz ją w filmach:
– w „Lady Bird”, gdzie mama bywa ostra, ale zawsze obecna,
– w „Małych kobietkach”, gdzie mama March ogarnia pięć córek i nie traci głowy,
– w „Inside Out”, gdzie nie trzeba być wiecznie uśmiechniętą, a wystarczy być blisko.
ale dziś chcę dodać coś więcej. bo mama to nie tylko rola.
To też słowo, które – kiedy relacja z dzieckiem jest zdrowa – rozpuszcza napięcie, ogrzewa ciało i przywołuje najbezpieczniejsze skojarzenia.
To słowo, które w ustach dziecka potrafi oznaczać: „Jestem bezpieczny”, a w sercu dorosłego potrafi zatrzymać łzę, zanim spadnie.
Dlatego szczególne życzenia i uznanie mam dla tych Mam, które:
– są w tym same i samodzielne,
– wychowują bez wsparcia ojca,
– doświadczyły przemocy – fizycznej, emocjonalnej, ekonomicznej,
– opłakały dziecko, które straciły,
– wychowują dzieci z niepełnosprawnością bez wystarczającego wsparcia,
– walczą z codziennością, która nie przypomina instagramowej bajki.
Dla Was mam ogromny szacunek i czułość. bo Wy sprawiacie, że słowo „mama” nie jest tylko etykietą, ale prawdziwym znaczeniem miłości, obecności i odwagi.
Jeśli chcesz o tym poczytać, to polecam książkę Nancy McWilliams „Obrony psychiczne” – o tym, jak nasze emocje bronią się przed światem i jak nie musimy być idealni, żeby być wystarczająco dobrzy.
A jeśli jesteś synem, córką albo partnerem mamy – RÓB codzienność, a w symbolicznym dniu święta daj z siebie coś więcej, niż kwiatek.
Powiedz:
„Dziękuję, że byłaś. Nawet jeśli nie zawsze było łatwo. Nawet jeśli nie wszystko się udało, ale próbowałaś. I to było najważniejsze.”
Dla wszystkich matek – tych zmęczonych, tych cichych, tych walecznych i tych nieidealnych:
życzę Wam, żebyście mogły czasem odpocząć, złapać oddech i poczuć:
„Tak, jestem wystarczająco dobra. I to jest najważniejsze.”


