„Wewnętrzne dziecko” – to nie modne hasło z mediów społecznościowych, ale realna część naszej psychiki, która przypomina o tym, czego potrzebowaliśmy jako dzieci i co… często nadal jest niezaspokojone.
To ta część, która chce być widziana., która boi się oceny, która tęskni za spokojem, czułością i prawem do odpoczynku.
W pracy ta część potrafi zaskakująco mocno wpływać na:
– nasze reakcje emocjonalne (np. złość na krytykę jakby była personalnym ciosem),
– perfekcjonizm („muszę zasłużyć na uznanie”),
– trudność z odmawianiem („bo jak odmówię, przestaną mnie lubić”),
– wypalenie zawodowe wynikające z ignorowania własnych potrzeb;
ale są też bardziej konkretne sytuacje, które obserwuję w zespołach i na warsztatach dla firm:
Praca zespołowa
Problem: Ktoś reaguje wycofaniem lub bierną agresją, gdy jego pomysł zostaje odrzucony.
Źródło: Wewnętrzne dziecko „nauczyło się”, że odrzucenie = zranienie.
Rozwiązanie: Budowanie dojrzałego dialogu wewnętrznego: „Mogę mieć wartość, nawet jeśli mój pomysł nie został przyjęty.”
Konflikty interpersonalne
Problem: Ktoś nie umie przyjąć feedbacku bez poczucia, że „jest do niczego”.
Źródło: Krytyka w dzieciństwie nie była konstruktywna, tylko deprecjonująca.
Rozwiązanie: Praca nad odróżnieniem faktów od interpretacji. Nauka rozpoznawania „głosu wewnętrznego dorosłego”.
Komunikacja pracownicza
Problem: Brak asertywności i zgoda na wszystko – nawet kosztem siebie.
Źródło: „Jeśli odmówię – stracę akceptację.”
Rozwiązanie: Praktyka komunikatu z poziomu dorosłego:
„To dla mnie ważne, by dbać o swoje granice – wtedy mogę być dla zespołu w pełni obecny.”
Dlatego z ogromną radością poprowadzę już niedługo warsztaty dla zespołu jednej z firm, które świadomie inwestują w psychoedukację i profilaktykę zdrowia psychicznego swoich pracowników.
Temat?
„Wewnętrzne dziecko – jak dbać o siebie i swoje zdrowie psychiczne w miejscu pracy”;
bo praca nie musi być miejscem, w którym zostawiamy swoje emocje za drzwiami.
Może być przestrzenią, gdzie dorosłość spotyka się z dojrzałą troską o tę dziecięcą część siebie, która wciąż żyje – cicho, ale wyraźnie.


