O bezcennej wartości czasu

Przychodzi taki moment w życiu, kiedy człowiek nie chce już tracić czasu.

Na fasadowe relacje, na pozorowane rozmowy, na aktywności, które spalają życiową energię, a nie zostawiają po sobie ani sensu, ani dobrego śladu.

Takie, które nie odżywiają, ani intelektualnie, ani twórczo, ani emocjonalnie.

Jestem właśnie na takim etapie życia.

Coraz wyraźniej czuję upływający czas.

I coraz mocniej widzę jego wartość.

Dlatego coraz mniej we mnie przestrzeni na sytuacje, w których ludzie nie chcą ryzykować odsłonięcia.

Na rozmowy, które skręcają w bezpieczne, powierzchowne tematy. By tylko się nie odkryć. By wypaść dobrze. Zasłużyć na akceptację. Być „fajnym”, czasem za wszelką cenę.

Coraz dalej mi do takich sytuacji, rozmów, ludzi.

Szkoda mi życiodajnego czasu.

Szukam relacji, które są żywe.

Ludzi, którzy są ciekawi, nie tylko świata, ale i drugiego człowieka. Ciekawi tego, co w nas prawdziwe, poruszające, kruche, autentyczne.

Co Cię zmienia?

Czego dziś potrzebujesz?

O czym marzysz?

Czego się boisz?

Co Cię raduje?

Jakie masz wątpliwości?

To są pytania, które stawiam i na które sam chcę odpowiadać. W przepływie między pokazaniem skrawków z osobistych światów.

Kiedy spotykam na swojej drodze osoby gotowe na takie spotkania, pełne odwagi, otwartości, gotowości na przepływ, to czuję, że to ma sens.

Wtedy każda komórka mojego ciała tańczy 💛

Taka rozmowa nie jest zapychaczem czasu. Nie jest jak spulchniacz w chlebie: niby większy, a człowiek się nim nie najada.

Potrzebuję takich przelotów w relacjach.

I na szczęście mam wokół siebie osoby, z którymi to się dzieje. 🙏🙏🙏

Ta potrzeba autentyczności, prawdy, ciekawości drugiego człowieka jest dla mnie dziś tak egzystencjalnie ważna, że weryfikuje relacje.

Ktoś chce i umie w tę prawdę wchodzić.

Ktoś nie czuje, nie chce, boi się, nie potrafi.

I to jest okej. Nic na siłę.

Część relacji z tego powodu nie przetrwa próby czasu. Część się wykruszy, uschnie naturalnie, ale część się rozwinie, bo te potrzeby i wrażliwości się spotkają albo stworzy się przestrzeń na coś zupełnie nowego.

Jestem już w takim wieku, że dobrze to czuję.

I mam z tym pokój wewnętrzny.

Nic na siłę. Nic wbrew sobie.

Szkoda życia. Jest zbyt cenne na puste przeloty.

To, co mnie raduje, to spotkania z ludźmi, którzy chcą być obecni.

Którzy są ciekawi.

Którzy chcą się wymieniać.

Którzy podejmują ryzyko bycia w prawdzie.

Jeśli będzie nam dane się tak spotkać, to wyjątkowe szczęście.

Jeśli nie, to tak miało być. Biorę i to.

Dzięki temu łatwiej puścić to, co już nie działa i zrobić przestrzeń na nowe.

W ostatnich miesiącach często o tym myślę. O autentyczności w relacjach.

W świecie pełnym wizerunkowych fasad, presji porównywania się i zamykania w bańkach, myślę i czuję, że tego potrzebujemy bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Być autentycznie obecnym.

Zaangażowanym.

Otwartym.

Dziękuję Wszystkim, których spotykam na swojej drodze w tym przepływie.

Życzę Wszystkim, którzy mają inaczej, żeby było im dobrze w życiu tak jak chcą.

Rapete, papete, brzdęk!

Przewijanie do góry