„Nie ma dzieci, są ludzie” – przypominał Janusz Korczak.
Jesper Juul dodawał zaś: „Dzieci nie potrzebują doskonałych rodziców ani doskonałych nauczycieli. Potrzebują autentycznych dorosłych, którzy wezmą odpowiedzialność za relacje”.
Te dwa zdania można by powiesić na drzwiach każdej szkoły i przypominać sobie w kalendarzu rodzica.
Bo choć 1 września zwykle wygląda podobnie – dzieci i młodzież wracają do szkół, rodzice do pracy – to naprawdę wiele zależy od tego, czy będziemy powtarzać schematy, czy odważymy się zrobić krok w stronę czegoś głębszego: współpracy i partnerstwa pomiędzy domem, szkołą i dzieckiem.
Dlaczego to takie ważne?
Psychologia rozwojowa jasno pokazuje: największe znaczenie dla kształtowania kompetencji społecznych, emocjonalnych i moralnych mają pierwsze lata w domu.
To tam dziecko uczy się regulowania emocji, komunikacji, współpracy i odpowiedzialności.
Szkoła ma być wsparciem, nie zastępstwem.
Badania OECD i UNICEF (2022) wskazują, że systemy edukacyjne, które włączają rodziców i rozwijają u uczniów inteligencję emocjonalną, osiągają lepsze wyniki nie tylko w nauce, ale także w dobrostanie psychicznym dzieci.
Jak to działa na świecie?
Finlandia – szkoła oparta na zaufaniu i współpracy, minimalnej presji i równym dostępie. Rozwój emocjonalny i społeczny jest traktowany na równi z poznawczym.
Szwecja – model „inskolning”, w którym rodzice razem z dzieckiem adaptują się do przedszkola, budując od początku partnerstwo dom – instytucja.
Reggio Emilia (Włochy) – rodzice są współtwórcami programu edukacyjnego, a dziecko traktowane jest jako pełnoprawny uczestnik wspólnoty.
Kanada (Roots of Empathy) – dzieci uczą się empatii i rozumienia emocji, obserwując niemowlęta w klasie.
Estonia – szkoły rozwijają autonomię uczniów, projekty interdyscyplinarne i poczucie wspólnoty.
A jak jest w Polsce?
Choć często narzekamy na system, są już dobre praktyki:
Fundacja Szkoła z Klasą – promuje otwartą komunikację z rodzicami, dialog zamiast formalizmu.
Ośrodek Rozwoju Edukacji (ORE) – materiały i narzędzia do budowania partnerstwa rodzic–szkoła, podmiotowego traktowania dziecka.
Projekty psychologiczno-edukacyjne – np. liceum Paderewskiego w Lublinie realizowało warsztaty z arteterapii, kreatywności i pozytywnego myślenia, angażując rodziców i nauczycieli.
Centra edukacji domowej alternatywne formy uczenia, które tworzą wspólnoty rodziców i dzieci, oparte na relacji i samodzielności.
Co z tego wynika?
To, co działa najlepiej – w Finlandii, Estonii czy Kanadzie – ma wspólny mianownik: szkoła, dom i dziecko idą razem, nie osobno.
Rodzic nie przerzuca odpowiedzialności na szkołę.
Szkoła nie broni się przed rodzicami.
Dziecko nie zostaje osamotnione między dwoma światami.
Moje życzenie na 1 września
Żebyśmy – jako rodzice, nauczyciele, wychowawcy -umieli stanąć po jednej stronie.
Żebyśmy pamiętali, że autorytet nie rodzi się z funkcji, ale z emocjonalnej dojrzałości i umiejętności budowania relacji.
Żebyśmy zamiast szukać winnych, pytali: „Co możemy zrobić wspólnie dla dobra dziecka?”
Lawina zawsze zaczyna się od jednego kamyka.
Może właśnie dziś – 1 września – warto nim być.


